|
|
20 paź 07
Przykro mi
|
Przykro mi bardzo, ale z dniem dzisiejszym moja działalność w blogu w Interii została zawieszona. Zostało to spowodowane absolutną niedbałością Interii o te mnóstwo założonych blogów, fatalnie zrobione komentarze, w których nie można zrobić akapitu i idą ciurkiem, znikające notki, samowylogowywanie się, inny wygląd blogu w rzeczywistości niż na podglądzie, mały schowek na fotografie. Zacząłem mieć dość. Mój nowy adres: http://torlin.wordpress.com/ Wszystkich chętnych zapraszam do mojego nowego miejsca we Wszechświecie. |
|
Komentarzy:
6
|
|
17 paź 07
Piękno w szkło zaklęte - w stylu Favrile
|

Pamiętacie „Śniadanie u Tiffan’ego”? Książkę Trumana Capote’a i film Blake'a Edwarda z niezapomnianą rolą Audrey Hepburn? To właśnie Charles Levis Tiffani otworzył w Nowym Jorku ekskluzywny sklep z biżuterią i srebrem. Ale nie o nim będzie mowa. Bohaterem tej notki jest Louis Comfort Tiffani, syn Charlesa. Urodził się w 1848 roku w rodzinie otaczającej się rzeczami pięknymi, o wyrafinowanym guście, wyroby jubilerskie firmy Tiffani cechował najwyższy poziom stylu i wzornictwa. Ojciec chciał, aby syn przejął firmę, on jednak od najmłodszych lat interesował się sztuką, a szczególnie szkłem. Potrafił chodzić po plaży i wyszukiwać kawałki szkła i kamyki, uformowane przez naturę w przedziwne kształty.
I tak jak w Europie ten cudowny styl nazywany jest „Art Nouveau”, tak w Stanach Zjednoczonych kierunek ten wiązano właśnie z nazwiskiem Tiffani. Uzewnętrzniając silne antyakademickie nastroje i odrzucając niewolnicze przywiązanie do tradycji klasycznych i prostych linii, Tiffani obserwował i naśladował naturę, w swych dziełach często stosując łuki i używając czystych, bardzo jasnych kolorów. Młody Tiffani zafascynowany był innymi kulturami, był pod wrażeniem szkła syryjskiego z I w.n.e., które właśnie odkryli archeolodzy. Wiele szklanych przedmiotów, spoczywających przez wieki pod ziemią, pod działaniem tlenków metali zawartych w podłożu pokryło się perłową, mieniącą się powłoką. A w czasie podróży po Europie artystycznie zaszokowały go witraże w wielkich katedrach. Zafascynowanie szkłem, jako środkiem wyrazu, wciąż rosło.
W 1894 roku zarejestrował jako znak towarowy szkło Favrile, nazwa pochodziła ze staroangielskiego słowa „fabrile” oznaczającego „wykonany ręcznie lub przez rzemieślnika”. Więcej na ten temat przeczytajcie sobie w fascynujących linkach tu i przede wszystkim w tym miejscu.
Jeżeli chodzi o szkło, Tiffani był najwyższej klasy artystą. Jego pozostała działalność artystyczna budziła już więcej emocji i … słów krytyki, ale na ten temat zapraszam do siebie w Wordpressie.
Ps. Mam wielki kłopot z decyzją w sprawie blogów. Interia jest po prostu ładniejsza, bardziej estetyczna, muszę jednakowoż ograniczać się ze zdjęciami, firma ta również często nawala. Ale wiele osób się po prostu przyzwyczaiło.
Z drugiej strony w WordPressie mam nieograniczone możliwości dawania zdjęć, ale ten blog jest z kolei siermiężny i zmiana skórki tutaj niewiele pomoże. Obydwa mają swoje zady i walety i tak ... oślina pośród jadła z głodu padła.
|
|
Komentarzy:
7
|
|
14 paź 07
Franciszek Kostrzewski
|

Nauczyciel. Przedewszystkiem tedy, każdy człowiek powinien najusilniej unikać grze…grze…
Uczeń. Grzebienia.
Nauczyciel. Ale gdzie tam, grzechu, bo ten co ich dużo popełnia, gotuje sobie pie… No, odpowiadaj, pie…
Uczeń. Pieniądze.
Nauczyciel. Piekło. Przeciwnie, kto się poświęca dla drugich, kto jest szlachetny i uczynny, tego Pan Bóg i ludzie… No, jakże? Ko…
Uczeń. Kopią.
Ojciec. Panie korepetytor, wie Pan co, to jest myszlące dziecko. (1865)
Dzisiaj chciałem napisać o jednym z moich ulubionych rysowników, Franciszku Kostrzewskim. Urodził się w 1826 roku w Warszawie, studiował tu w Szkole Sztuk Pięknych, w której zaprzyjaźnił się z Wojciechem Gersonem. Obydwaj chłopcy włóczyli się po kraju, kreśląc realistyczne obrazki z życia wsi, miast, szlachty, w Warszawie razem z innymi stworzyli pierwszą na gruncie warszawskim cyganerię artystyczną. Kostrzewski na początku swojej drogi artystycznej – oprócz malowania obrazów – zajmował się bardzo wieloma rzeczami: kopiował wielkie dzieła dla bogatego ziemiaństwa, malował szyldy sklepowe, udzielał lekcji rysunku, na zamówienie Towarzystwa Żeglugi Parowej wykonał kilka obrazów na blasze przeznaczonych do dekoracji statków pasażerskich kursujących po Wiśle, wykładał również w Szkole Rysunku i Malarstwa Marii Łubieńskiej. Obdarzony bystrym dowcipem, ogromnym urokiem osobistym i towarzyskim talentem, wkrótce stał się ulubieńcem stolicy, nawiązał też liczne przyjaźnie w sferach warszawskiej inteligencji oraz arystokracji.
Filozof z nad Wisły
- A to ci mróz dopiru. Kupiłbym sobie aliganckie warszawskie kamasze, ale się boję, boby mi zara od mrozu popękały (1901)
Ale w dzisiejszych czasach nazwisko Kostrzewski przede wszystkim kojarzy się z rysunkami warszawiaków. Wspaniały realista , dokumentator, bezkompromisowo krytykował panujące stosunki społeczne, często przeciwstawiając życie miejskiej biedoty - dozorców, służących, śmieciarzy, drobnych handlarzy czy wyrobników - wytwornym rozrywkom i stylowi życia przedstawicieli zamożnych warstw społecznych. Bardzo lubił współpracę z „Tygodnikiem Ilustrowanym”.
Zapraszam wszystkich w tym momencie do przejścia do mojego blogu do WordPressu, tam jest więcej rysunków. Cudowne rysunki.
|
|
Komentarzy:
7
|
|
11 paź 07
Szum wokół Zahy
|
Narasta na świecie szum wokół Zahy. Zaha Hadid, o której wspomniałem, pisząc o dekonstrukcjonalistach, jest jedną z najbardziej twórczych i pomysłowych architektek świata. W związku z olbrzymią wystawą w londyńskim Design Museum, w którym dwa piętra zajęły makiety, szkice, rysunki, meble i przedmioty codziennego użytku jej autorstwa, ukazał się w „Gazecie Wyborczej” olbrzymi artykuł pt. „Fenomenalna Zaha”. Rzeczywiście, „Tańczące wieże w Dubaju”, „Olimpijski Park Wodny” w Londynie, czy „Świecznik Vortexx” zachwycają formą, swobodą linii, eksplozją wyobraźni. Ale przypomina się casus Wyspiańskiego, który zaprojektował sprzęty do domu Boya, na których nie dawało się ani siedzieć, ani spać – w tym samym artykule wspomina się projekt Zahy osiedla Spittelau w Wiedniu, w którym nie można było mieszkać.
Dość dużą burzę w świecie architektury wywołała jej koncepcja budynku kongresowego w Dubaju, od zachwytu nad formą, po okrzyki i artykuły: „Ktoś chce zeszpecić Dubaj!”. W ogóle Zaha dużo projektuje dla Arabów, wspomniane już „Tańczące wieże” i budynek kongresowy. Ale bardzo ciekawy był konkurs rozpisany na dzielnicę kultury w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich Abu Zabi. Poszczególne budynki zaprojektowały cztery największe sławy światowej architektury: Zaha Hadid (Centrum Sztuki z siedzibą pięciu teatrów), Frank Gehry (Muzeum Sztuki Współczesnej), Jean Nouvel (Muzeum Sztuki Klasycznej) i Tadao Ando (Muzeum Morskie). Tutaj można poczytać po polsku, ale oglądać jest lepiej na stronie hiszpańskiej.
Zgodnie z artykułem w GW największym krytykiem Zahy w Polsce jest Marek Budzyński. Trochę jestem rozdarty pisząc te słowa, albowiem polski architekt jest w końcu postmodernistą, a ich zdaniem architektura nie musi ulegać duchowi czasu i postępowi technicznemu, więc trudno mu się dziwić, że krytykuje naszą bohaterkę. Ale z drugiej strony nie chcę go również potępiać, gdyż jest autorem projektów, które mi się podobają: Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego i budynek Sądu Najwyższego w Warszawie.
Jednym z krytyków Zahy w Europie jest Rob Krier. To jego jest właśnie słynne powiedzenie do Zahy: "drzwi są drzwiami, okno jest oknem". Ale też jest trudno mu się dziwić, skoro jest przedstawicielem współczesnych architektów konserwatywnych, a jego twórczość utrzymana jest w nurcie tzw. „Nowego Tradycjonalizmu”. Dla nas Polaków to nazwisko jest ważne, gdyż sam projektuje rewitalizację i modernizację układu urbanistycznego 90 hektarów w centrum Łodzi. Ale o nim będzie inna notka.
Przepraszam za niezbyt zgrabną notkę, ale piszę ją po 12 godzinach siedzenia przy komputerze. Wybaczcie. |
|
Komentarzy:
6
|
|
08 paź 07
Alamo
|

Jeżeli już jesteśmy w Meksyku!
Staram się wyławiać mity krążące w świadomości ludzkiej, uwypuklać ich diabelskie urodzenie, przedstawiać fakty w otoczce prawdy (jak zauważyliście – nie jest to oksymoron). Ja wiem, że polityka jest obrzydliwa, ale aż do tego stopnia?
Dzisiaj rozmawiać będziemy o Alamo. Amerykanie tak sprytnie rozreklamowali to oblężenie, że w świadomości całego świata zaczyna przewyższać Termopile. Tymczasem to oni nie mieli racji, jako państwo zachowywali się wyjątkowo obrzydliwie i powinni zawstydzeni zamilknąć.
Cała sprawa zaczyna się … z zupełnie innej strony Stanów Zjednoczonych, na terenie przyszłego stanu Floryda. Paradoks? Nie – historia dyplomacji. Dziwne – piszemy o Teksasie, a zacząć musimy od … Napoleona. To właśnie cesarz uznał, iż ciosem dla Anglii będzie wzmocnienie Stanów Zjednoczonych, "tej rosnącej potęgi". I sprzedał Luizjanę w kwietniu 1803 roku za 80 milionów franków: 60 dla rządu francuskiego, 20 dla obywateli francuskich zamieszkujących w Ameryce. Transakcja objęła ziemie należące dziś do 12 stanów położonych nad Mississipi, od dzisiejszej Luizjany, po Wyoming i Oklahomę. Ale Amerykanom było mało. USA zaczęły zgłaszać pretensje do Florydy Zachodniej (Floryda była wtedy własnością Hiszpanii) aż do rzeki Perdido twierdząc (wbrew faktom), że jest to fragment Luizjany i objęta została traktatem z 1803 r. Kiedy ten sposób zawiódł prezydent Madison usiłował wykorzystać fakt, ze na Florydzie mieszkało sporo Amerykanów. Wysłano więc agentów, którzy mieli podburzyć osadników amerykańskich i wywołać ruch separatystyczny. W 1810 osadnicy ci ogłosili Florydę Zachodnią terytorium wolnym i niepodległym, wtedy Madison rozkazał wkroczyć wojskom amerykańskim.
Pozostała jeszcze sprawa Florydy Wschodniej. Po trzech latach negocjacji 1816 – 1819 w Waszyngtonie w dniu 22 lutego 1819 r. zostaje podpisany przez Johna Quincy Adamsa i Luisa de Onisa Traktat Waszyngtoński, na mocy którego Hiszpania za 5 mln dolarów zrzeka się swoich praw do Florydy Wschodniej, a Stany Zjednoczone zrzekają się swoich praw do Teksasu.
No i jesteśmy u naszych baranów. Hiszpania nie wiedziała, że wybuchnie rewolucja w Meksyku, wicekról będzie musiał ustąpić ze swojego stanowiska, a w dniu 24 sierpnia 1821 r. przedstawiciele Korony hiszpańskiej i Iturbide podpiszą traktat pokojowy w mieście Córdoba, w którym Hiszpania uzna Meksyk za niepodległe państwo.
Teksas należał właśnie do hiszpańskiego wicekrólestwa, ale był terenem raczej bezludnym, nawet bez większej ilości Indian. Zarówno Hiszpania, jak i Meksyk po otrzymaniu niepodległości sprzyjali kolonizatorom amerykańskim, popierali kolonizowanie tych ziem poprzez nadania ziemi. Cena ziemi była bajecznie niska, osadnictwo było jednak obwarowane wymogiem przyjęcia zwierzchnictwa rządu meksykańskiego, uznania języka hiszpańskiego za oficjalny język kraju, a kolonizatorzy musieli być wyznania rzymskokatolickiego. Dodatkowe połacie gruntu dostawali ci, którzy wchodzili w związki małżeńskie z Meksykanami lub Meksykankami. W rezultacie na terytorium Teksasu pojawiło się setki kolonizatorów - bynajmniej nie rzymskich katolików, którzy nie przyjmowali żadnego z warunków nałożonego przez Meksyk, umieli jednak w odpowiedni sposób wypełnić ankietę, by nabyć olbrzymie tereny i zasiedlić wciąż jeszcze pusty, żyzny kraj.
Biedni Meksykanie. Zapomnieli, że Amerykanie mają to przetrenowane na Florydzie. Osadnicy podburzani przez administrację amerykańską zażądali oderwania Teksasu od Meksyku i ogłoszenia niepodległego państwa. Na pretensje rządu Meksyku przypominającego warunki Traktatu Waszyngtońskiego USA odpowiedziało, że po pierwsze on nie chce przyłączyć tego kraju do USA, tylko chce, aby był niepodległy, a po drugie, to on podpisywał Traktat z Hiszpanią, a nie z Meksykiem. Na to w 1829 roku zareagował Meksyk – zakazano dalszego osadnictwa amerykańskiego na terenach teksaskich, w związku z tym osadnicy amerykańscy podnieśli bunt i doszło do pierwszych starć zbrojnych. Głównym punktem zapalnym było niewolnictwo, które Meksyk zniósł w 1829 r., a które usiłowali wprowadzić na nowo na te tereny osadnicy. Prezydent Meksyku, generał Antonio Lopez de Santa Anna (wizerunek po prawej), osobiście poprowadził armię meksykańską na północ, aby przywołać rebeliantów do porządku. Masakra obrońców Alamo spowodowała, że Samuel Huston zebrał wojska i rozgromił Santa Annę nad rzeką San Jacinto i wziął go do niewoli. Teksas ogłosił się niezależnym państwem w 1836 roku, a Santa Anna musiał zrzec się pretensji do Teksasu. Republika Teksasu istniała prawie 10 lat, po czym została przyjęta do Unii jako jej 28. stan.
A skończyło się to sprowokowaną wojną amerykańsko – meksykańską. Armia Meksyku w 1847 roku odnosiła porażkę za porażką, aż pod koniec roku wojska USA zdobyły dużą część północnych rejonów kraju, łącznie ze Stolicą. Armia meksykańska złożyła broń. Wojnę zakończyło podpisanie w 1848 r. traktatu w Guadalupe Hidalgo, ustalono tam, że rzeka Rio Grande ma stanowić odtąd granicę pomiędzy obydwoma państwami, a Meksyk utracił ponadto ogromną część swojego północnego terytorium wchodzącego w skład obecnych stanów: Kalifornia, Newada, Utah, Arizona, Kolorado, Nowy Meksyk i Wyoming.
Taka jest prawda o Alamo. Niech żyje cynizm polityczny. I to mówię ja – człowiek, który bardzo ceni Stany Zjednoczone i jest wielbicielem tego państwa.
Ale prawda jest prawdą.
Ps. Informuje wszystkich, że będę z wolna ewakuowywał się z Interii. Dzięki pomocy Hokopowiaków założyłem blog w WordPressie: torlin.wordpress.com, póki co z trudnością daję sobie radę i próbuję czynić notki równoległe w obu blogach. Jednakowoż są to dopiero próby.
|
|
Komentarzy:
6
|
|
05 paź 07
Murale, Diego Rivera i jego żona
|
 Mural Rivery ściągnięty z meksykańskiej strony marksistowskiej
24 listopada mija 50 lat od śmierci jednego z najbardziej oryginalnych artystów XX wieku. Mówimy tu wspólnie o Diego Riverze. W Polsce jest on bardziej znany jako mąż swojej żony. Tak, jego żoną była słynna Frida Kahlo, to właśnie ją odtwarzała (zresztą znakomicie) w filmie „Frida” Salma Hayek. Wśród wielu Polaków Diego Rivera był znany również ze swoich marksistowskich sympatii politycznych, przyjaźnił się z Lwem Dawidowiczem Trockim, dla którego załatwił meksykańską wizę. Ale przede wszystkim był wielkim człowiekiem, wielkim artystą, człowiekiem biorącym życie na gorąco.
Można oczywiście napisać, że studiował w Szkole Sztuk Pięknych w Meksyku, w 1906 roku wyjechał do Europy, gdzie zarażony został kubizmem, po powrocie w 1921 roku powrócił do korzeni prekolumbijskich, jego wielkie malowidła ścienne – murale – są w Meksyku, Buenos Aires, Los Angeles, w Instytucie Sztuki w Detroit, w School of Arts w San Francisco. Ale to tak, jakby siedzieć na tarasie pod rozgwieżdżonym niebem i spróbować zrobić z tego notkę do encyklopedii.
Ponieważ nasze słownictwo się rozszerza, trzeba się nauczyć – jeżeli ktoś go nie zna – nowego słowa. Mural to jest wielkie malowidło ścienne na budynku, rodzaj fresku. Ja wprawdzie wybucham śmiechem, że w czasach komunistycznych wielki napis „Przezorny Zawsze Ubezpieczony” też był z punktu widzenia formalnego muralem, ale każda prowokacja artystyczna ma swoje granice.
Może to będzie dla Was dziwne, ale sztuka, w której Frida była najlepsza, to była fotografia, ale nie z punktu widzenia artystki, lecz modelki. Jej ojciec, Guillermo Kahlo, Meksykanin niemieckiego pochodzenia (1872-1941) miał prywatne studio fotografii portretowej w Mexico City, tak zresztą, jak i jego ojciec i teść. Mural obok - tu.
Słuchajcie, co to były za czasy, absolutnie zwariowane. Przez życie Diega i Fredy przewijali się najsłynniejsi fotograficy, malarze, artyści. Oni sami wzięli ślub, po 10 latach się rozeszli, a później znowu się pobrali. Pierwotnie miałem ochotę przepisać trochę z cudownych stron znalezionych w Internecie, ale postanowiłem dać Wam linki (może się uda w tej cholernej Interii) z prośbą o samodzielne przeczytanie. Co to była za epoka. Przy drugim linku zwracam uwagę na nazwisko Bernarda Silbersteina, w swoich czasach był to autorytet. Pierwszy link jest do czytania, drugi przede wszystkim do oglądania fotografii. A ten poniżej - tu.

Wybaczcie, ale jestem tak zapracowany, że nie mam siły zrobić tak jak należy tej notki. Ale mówię Wam, najlepiej jest wpisać do Google grafika słowa Rivera i mural, aby sobie sporo obejrzeć. |
|
Komentarzy:
12
|
|
02 paź 07
Łódź Kaliska
|
 Inscenizacja "Bitwy pod Grunwaldem"
Grupą „Łódź Kaliska” interesuję się chyba prawie od początku jej istnienia. Grupa powstała w Darłowie w 1979 roku. Trzej mężczyźni, Marek Janiak, Andrzej Świetlik i Andrzej Wielogórski zostają wyrzuceni z V Ogólnopolskiego Fotograficznego Spotkania Młodych w Darłowie (jak to dawniej pięknie brzmiało „Młodych” – Wielogórski miał 25 lat, Świetlik,28 a Janiak 27), razem z nimi odchodzą Andrzej Kwietniewski i Jerzy Koba. W drodze protestu przy piwie i frytkach organizują I Spotkanie Starych, a na tym spotkaniu zakładają Awangardową Grupę „Łódź Kaliska” – nazwę wzięto od nazwy przerażającej brzydoty i obskurności łódzkiego dworca. Już pierwsze wystąpienie Łodzi Kaliskiej w Darłowie zasługuje na uwagę. Ulica została przegrodzona czarną płachtą, co wywołało konsternację gapiów. Powodem, a zarazem tytułem zdarzenia, było... zrobienie zamieszania i odwrócenia uwagi, w celu narzucenia białej płachty na grupę osób, skrępowania ich i „walenia po dupach” (oryginalny tekst Grupy). 
Trzeba powiedzieć, że grupa umiała się rozwijać. Na początku była to kpina z awangardy i jednocześnie mieszczańskiego myślenia (np. prace „Gówno nie łódeczka”, „Identyczne bliźnięta”), stworzyli Kulturę Zrzuty, ale chyba najważniejszą decyzją w tych latach było utworzenie „Strychu” na ulicy Piotrkowskiej. Tu pisali manifesty, urządzali imprezy, montowali kolaże, szydzili z awangardy. Pozdrawiali urzędników sztuki i w siedem dni (po osiem godzin dziennie) stwarzali świat. Potem przerzucili się na fotografię i to jest okres, który najbardziej lubię. Najsłynniejszym „dziełem” Łodzi Kaliskiej jest inscenizacja „Bitwy pod Grunwaldem”, w której ważną rolę odegrał Andrzej Kwietniewski „Kwiecień”. To on właśnie przed "Bitwą pod Grunwaldem" w 1999 r. przekazał przedstawicielom niemieckiej telewizji dwa nagie miecze z wygrawerowanym napisem "Kunst mit uns", a podczas samej bitwy przed Galerią Karowa w Warszawie wsławił się wśród walczących tym, że wywijał dzielnie sztandarem "Wolność, całość, niepodległość".  Fotografia „Bitwy...” pochodzi z inscenizacji w CSW w Zamku Ujazdowskim w Warszawie z grudnia 1999 r. W realizacji brało udział kilkadziesiąt osób, w tym grupa zaprzyjaźnionych z autorami artystów z Węgier. Obraz zmontowano z czterech rejestracji, by uzyskać odpowiedni podłużny format. Artystom przyświecało hasło: „Nasza bitwa pod względem informacyjnym nie różni się niczym od pracy Matejki.” Wspaniałe są również inne prace Grupy: „Rejtan” i „Hołd Pruski” Matejki, „Wolność prowadząca lud na barykady” Delacroix (powyżej po lewej), „Śniadanie na trawie” Maneta, „Wyjście robotników z fabryki" braci Lumiere, słynna scena z filmu "Amarcord" Felliniego (pamiętacie ten olbrzymi biust?), "Narodziny Wenus" Botticelliego (to Marek Janiak był nagą Wenus, która wyłaniała się z morskiej piany zasłaniając się muszelką). Np. podczas jednego pobytu w Łazach Grupa namalowała w sumie dwadzieścia pięć obrazów, w tym pięć "Rejtanów", siedem "Bitew pod Grunwaldem", cztery "Tryumfy Geniusza Destrukcji". Po prawej powyżej: "Sklep"
W 2000 roku Grupa zmieniła i poglądy i sposób działania. Jej głównym hasłem jest teraz: „Żądamy wielkich cycy za małe pieniądze”, a nasi bohaterowie zaproponowali nowy gatunek sztuki „New Pop”. O tej sztuce Marek Janiak mówi: „Można powiedzieć, że ten "new-pop" jest absurdalnie pozytywną afirmacją współczesności. Wszyscy wszystkich nie rozumieją. Nawet u nas w grupie nie za bardzo wszyscy się rozumieją. Nawet czasem sam nie rozumiem, co gadam”. Balansowanie na granicy skandalu (a często wywoływanie go świadomie), przełamywanie tabu, ale też nieustanna zabawa konwencjami, zwinne, często pastiszowe posługiwanie się kliszami kulturowymi, wpisanymi na stałe do historii sztuki motywami, zacieranie granicy między życiem a sztuką – wszystkie te cechy można przyporządkować grupie. A do tego obnażanie płycizny polskiego katolicyzmu i poczucia narodowej godności. Z tym związana jest chyba najsłynniejsza prowokacja grupy w Playboyu: projekt nowego godła Polski – orlicy, czyli nagiej modelki ze skrzydłami orła u ramion (nie znalazłem niestety w Internecie).
Od 16 marca tego roku Andrzej Kwietniewski odszedł z grupy. I pomyśleć, że mógłby zostać naukowcem, robił doktorat w zakładzie fizjologii mózgu Akademii Medycznej. Andrzej "Makary" Wielogórski z zawodu jest chemikiem i pracuje w Zakładzie Analizy Instrumentalnej na Uniwersytecie Łódzkim. Marek Janiak jest architektem, profesorem Politechniki Łódzkiej. Tylko Andrzej Świetlik jest zawodowym fotografikiem.
Lubię ich.
|
|
Komentarzy:
9
|
|
29 wrz 07
Bolesław Śmiały domaga się rehabilitacji
|
 Jan Matejko - "Zabójstwo Św. Stanisława"
Jestem z zamiłowania historykiem i fascynują mnie mity powstałe na przestrzeni lat, zakłamania, fałsze, które wraz z upływem lat rosną w siłę i zaczyna się je traktować jak prawdy objawione. Jedną z takich spraw jest konflikt pomiędzy Królem Bolesławem Śmiałym a Biskupem Stanisławem ze Szczepanowa.
Cóż tak naprawdę wiemy na temat tego konfliktu? Właściwie nic, jedynym prawdziwym źródłem jest Gall Anonim, człowiek sprawdzony pod względem mówienia prawdy. Ale co on miał biedny powiedzieć, gdy władca, na którego cześć pisał Kronikę, był synem Króla, który doszedł do władzy na skutek tego zdarzenia. Albo mógł skłamać, albo nie napisać pełnej prawdy: „Jak zaś doszło do wypędzenia króla Bolesława z Polski, długo byłoby o tym mówić; tyle wszakże można powiedzieć, że sam będąc pomazańcem Bożym nie powinien był drugiego pomazańca za żaden grzech karać cieleśnie. Wiele mu to bowiem zaszkodziło, gdy przeciw grzechowi grzech zastosował i za zdradę wydał biskupa na obcięcie członków”.
I tak z upływem lat wzrasta kult Świętego Stanisława, a Kościół jak może tak wzmacnia ten symbol „męczennika, świętego, patrona Polski”. A człowiek, który ma umiejętność patrzenia na wszystkie sprawy chłodnym okiem, zaczyna się zastanawiać, stawiać sobie pytania i szukać na nie odpowiedzi.
I ku jego zdziwieniu dochodzi do przedziwnych wniosków, że bazą, fundamentem całej tej historii są nakładające się na siebie dwa konflikty: Małopolski z Wielkopolską i Papiestwa z Niemcami, może jeszcze część możnowładców - król. W ogóle tu nie chodzi o konflikt Kościół – Król.
Panowanie Bolesława przypadło na czasy sporu Papiestwa z Niemcami (to ci od Kanossy!), a nasz król wystąpił przeciwko cesarzowi Henrykowi IV, z jednej strony chcąc osłabić cesarza, z drugiej zaś odzyskać koronę królewską. Papież Grzegorz VII z wdzięczności zezwolił naszemu królowi odbudować metropolię gnieźnieńską oraz założyć nowe biskupstwa. Cel ten został osiągnięty w Boże Narodzenie w dniu 25 grudnia 1076 roku, gdy arcybiskup gnieźnieński Bogumił w obecności legatów papieskich koronował Bolesława w katedrze gnieźnieńskiej na króla Polski. Jaki to musiał być policzek dla Małopolski. Biskupstwo krakowskie było największe, najbogatsze i … miało kompleksy wobec Gniezna, w końcu tam obydwaj królowie (Bolesław Chrobry i Mieszko II) byli koronowani. Stanisław uważał się za najwyższego rangą hierarchę polskiego Kościoła, a tutaj raptem na jego oczach król oddaje pierwszeństwo arcybiskupowi gnieźnieńskiemu. A Bolesław chciał stworzyć potężny polski Kościół, odbudować potęgę Królestwa Polskiego i wzmocnić swoją władzę, fundował liczne kościoły i klasztory.
Na to nakłada się konflikt Polski z Niemcami. Do wielkiej wojny nie doszło, gdyż Henryk chcąc ukarać Polskę za sojusz z Papieżem postanowił sformować wielką armię, ale zaprotestowali … Sasi i cesarz musiał zrezygnować. Ale to niebezpieczeństwo czuła Wielkopolska, Małopolska w mniejszym stopniu. Zdrada Stanisława nie musiała polegać na kontaktach z Niemcami, w czasach Galla Anonima słowo „zdrada” mówiło raczej o buncie wobec króla i chęci jego obalenia. Możemy raczej mówić o „biernym sprzyjaniu”. Część możnowładców (łącznie ze Stanisławem) nie chciała wzmocnienia władzy królewskiej. I przez następne 200 lat cała Polska była zgodna, że racja jest po stronie króla. Co się stało 130 lat później?
130 lat później jednego z następców Stanisławowych na stolcu biskupim niejakiego Wincentego Kadłubka zaczynają gnębić te same wątpliwości co jego poprzednika sprzed wielu lat. Chodzi o wzmocnienie Krakowa, Małopolski oraz o chęć posiadania świętego (do tego polskiego świętego) i jego relikwii. Ale Papiestwo miało mimo wszystko olbrzymie wątpliwości. Stanisław umarł w 1079 r., natomiast oficjalnej jego kanonizacji papież Innocenty IV dokonał dopiero 8 września 1253 roku w Asyżu. Jednym z głównych przeciwników kanonizacji Stanisława był kardynał Rajnald biskup Ostii, późniejszy papież Aleksander IV. Dlaczego Stolica Apostolska miała opory w tej sprawie? Otóż w średniowieczu uważano, że oznaki świętości czyli cuda występują zaraz po śmierci kandydata na ołtarze, a często pojawiają się jeszcze za jego życia. Kiedy Kościół krakowski wystąpił z prośbą o kanonizację Stanisława, wraz z petycją wysłano do Rzymu spis cudów, które miały miejsce dopiero na początku XIII w. Dlatego papiestwo słusznie zastanawiało się, co takiego działo się ze św. Stanisławem, że przez ponad sto lat nie manifestował swojej świętości poprzez czynienie cudów. Sprawa budziła tak olbrzymie wątpliwości, że podczas procesu kanonizacyjnego polskiego biskupa po raz pierwszy w historii powołano instytucję adwokata diabła (advocatus diaboli), czyli kardynała, którego obowiązkiem było wnoszenie argumentów przeciw kanonizacji. Jest jeszcze sprawa wykopalisk archeologicznych, ale o tym przeczytajcie sobie już sami tutaj i tutaj.
PS. Znowu miałem kłopoty z komputerem, myślałem, że w ogóle padł mi dysk.
Dziękuję wam bardzo za miłe słowa, staram się jak mogę, aby wyrwać Was z prostackich walk politycznych, godnych jedynie gminu, plebsu i pospólstwa.
A.dan.ti – ja kompletnie nie wiem, co napisać. Zupełnie nic nie przychodzi mi do głowy, co moja wnuczka może pamiętać z domu rodzinnego. Ale coś tam będę usiłował wykombinować.
A zeenowi jedno w głowie (ale się zemściłem za blogi Komerskiego i Hoko!).
Pozdrowienia dla Jolinka – wiernej towarzyszki blogowej.
Wachmistrzu - złóż kondolencje w moim imieniu swojej Żonie
|
|
Komentarzy:
13
|
|
25 wrz 07
Potęga prawa
|
Diabeł został stworzony przez Boga.
Diabeł jest to upadłe stworzenie, które się sprzeciwiło Bogu.
A upadek Szatana został spowodowany jego pychą i zazdrością.
A jego wyróżniającą cechą jest niezdolność do zachwytu i miłości.
Szatan drwi nie tylko z miłości Boga, ale z wszelkiej ludzkiej miłości.
Niechęć do kobiety jest u Szatana większy niż do mężczyzny.
Wojna pomiędzy kobietą i diabłem datuje się od czasów Raju, gdy Szatan posłużył się Ewą jako narzędziem, by spowodować upadek człowieka.
Ale trzeba rozróżnić Diabła i jego demony. Sam Szatan nie miał miejsca w swym sercu na żadne uczucia, zalecając się do śmiertelniczek nie okazywał pragnień seksualnych, jedynie kusił do grzechu. Średniowieczne czarownice, przyznające się do cielesnych związków z Diabłem, narzekały na przykrą oziębłość swego diabolicznego kochanka. Kiedy pragnął zapanować nad kobietą, najpierw pozbawiał ją dziewictwa, nie mogły mu już wtedy niczego odmówić i stawały się posłusznymi niewolnicami.
Starając się pozyskać duszę kobiety, Szatan nie cofał się przed żadnym poświęceniem, dla kobiety był cavaliere servente, zdolny był wykonywać każdy rodzaj służby, będąc pewien, że w końcu ją zwycięży.
Głównym demonem kobiet był Asmodeusz, Don Juan pośród diabłów. Historie jego romansów mogłyby zapełnić tomy, a nawet próba podania imion kobiet, z którymi miał liaison, przekraczałaby możliwości Anioła Kronikarza. To on uwiódł żony Noego i Salomona. To on kochał do szaleństwa Sarę i powodowany zazdrością zabił jej 7 mężów.
Ale w XVII wieku Asmodeusz zaczął mieć kłopoty we Francji, spowodowane one zostały edyktem wydanym przez Jeana Baptiste Colberta, zabraniającym diabłom dręczyć kobiety. A wszystko to zaczęło się 29 maja 1624 roku. Asmodeusz przybył do Kościoła Świętego Krzyża w Loudun i złożył pisemne oświadczenie, w którym zobowiązał się do dręczenia Madame de Belciel, którą istotnie dręczył. Dokument ten jest przechowywany w Bibliothèque Nationale w dziale manuskryptów, każdy z nim może się zapoznać.
Czarę przelało opętanie w tym samym mieście w 1635 roku siostry Agnes, która doznała konwulsji w obecności księcia Orleanu. Odmówiła ona pocałowania cyborium i skręciła się tak, że utworzyła idealne koło, rękami dotykając stóp. Wypowiedziała przy tym straszliwe bluźnierstwo. Po opublikowaniu edyktu Asmadeusz udał się z pretensjami do biskupa Poitiers, ale nic nie wskórał.
Co znaczy potęga prawa. |
|
Komentarzy:
19
|
|
22 wrz 07
Niespodziewany koniec lata
|
Niespodziewany koniec lata
od ust mi odjął wiśnie
Niespodziewany koniec lata
spod stóp mi zabrał łąkę.
I już po trawie, i po kwiatach,
i trzeba znieść rozłąkę.
Informuję uprzejmie, że następuje wyprzedaż cytatów i cylindrów.
A na chłodne wieczory - sałatka „Niespodziewany koniec lata”: 1 szklanka ryżu, pół kilo pomidorów, 1 puszka groszku konserwowanego, 8 -10 listków świeżej bazylii, 2 łyżki oleju, 2 ząbki czosnku oraz sól i pieprz do smaku. Ryż ugotować, ostudzić. Pomidory pokroić w ósemki, czosnek zmiażdżyć, bazylię pokroić. Składniki sałatki delikatnie wymieszać. Podawać od razu. Jeść ze smakiem.
Do mnie trzeba dwa razy skręcić w prawo i raz w lewo.
 I wrzosy kwitnące (ale niektóre kwitną tylko przy Paulu).
A może tak „Podwiecorek na wrzosowisku”?
Na wrzosowisku wszytko inacy smakuje
w liliowy cichości zapach piykniejsi sie cuje
i te wrzosy kwitnące liliowościom pojom
jako te cud-źródołka nase nerwy kojom.
Smuteczki i depresyjki zostawiamy przed furtką.
A później przyjdzie listopad:
Pierwszy liść opadł chyba ze starości, drugi pewnie ze smutku trzeci umarł z rozpaczy czwarty był ciekawy piąty towarzyski szósty odczuwał ból istnienia
A ja później mam tyle jeżdżenia taczką wte i wewte, bo im zachciało spadać.
Ale jak palę liście wśród mgieł jesiennych, czuję związek ze Słowiańszczyzną, krainą bagien, moczarów. Jestem w końcu listopadowym Skorpionem.
Nie sądzi Pani, że widok ten jest fascynujący? |
|
Komentarzy:
10
|
|
Księga gości
| O mnie |
 |
| torla |
58 ,
Warszawa |
| Słówko o mnie |
| Jestem 55-letnim mężczyzną, zdrowym, wysportowanym, uwielbiajacym wędrówkę typu trekking, z muzyki jestem wielbicielem jazzu, osobiście lubię rzeczy poważne |
| Zobacz mój profil |
|
| Statystyki |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
43778
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
997
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
20
|
|
|